niedziela, 22 czerwca 2014 roku
Modlenie się? Modląc się? Andrzej Kramarz podczas otwarcia wystawy nie był zdecydowany jak to przetłumaczyć. Trudno autora podejrzewać o problem z translatoryką, sęk leżał zupełnie gdzie indziej.
Andrzej Kramarz w zamojskiej Galerii Fotografii Ratusz pokazuje Las Vegas jakiego nie znamy. To nie tylko przedmieścia, to nie tylko dzielnica, na fotografiach której co prawda nie widać ludzi, ale są wszechobecni, wręcz namacalni. Bez ludzi zresztą ten projekt nie miałby sensu. Kto bowiem miałby się modlić na tytułowej pustyni. Pustynia ta nie odwołuje się tylko do tego co widzimy na fotografiach, ale również do historii Las Vegas.
Na pustyni każdy podobno się modli i coś mi się wydaje, że oczywiste jest to, że każdy modli się o deszcz. Na tej pustyni ludzie modlą się o coś innego.
Kościół jest tu niemal na każdym kroku. Trudno zatem zaprzeczyć, że ludzie modlą się tam w tradycyjny sposób – do swojego Boga, kimkolwiek by był. Przepełniona symbolami historia wskazuje także na inne bóstwa – znacznie mniej boskie, z religijnego punktu widzenia – ale dla wielu pewnie nawet ważniejsze.
Andrzej Kramarz podczas otwarcia wprowadził nas w swoją opowieść i przybliżył po części jej symbolikę, ale nawet znając ten wstęp nie jest łatwo wszystko odczytać gdyż autor nie podał gotowego rozwiązania. Dobra doczesne, wręcz stricte konsumpcyjne droczą się tu co chwilę z krzyżami. Ponadto nieład, słońce, droga i wszechobecna siatka, która z jednej strony prowadzi wzdłuż – jakby do furtki, ale z drugiej oddziela i blokuje. Furtki i bramy także nie są jednoznaczne – prowadzą przecież w obie strony. Autor z premedytacją, ale też ironicznie, wręcz żartobliwie żongluje symbolami zwodząc widza do samego końca.
Praying in the desert nie jest projektem łatwym i wymaga zanurzenia się i poświęcenia mu czasu, ale odwdzięcza się dając po pierwsze piękne obrazy, ale po drugie – myślę, że inne spojrzenie – bez względu na to po której stronie jesteśmy na starcie.

* * *

Spotkanie z Andrzejem Kramarzem to była niezwykła przyjemność. Doświadczenie, którego nie da się przecenić. O Andrzeju Kramarzu napisano już wiele i przytaczanie jego zasług i osiągnięć niczego nowego nie wnosi, zwłaszcza, że skromność tego fotografa jest powalająca, a przez tę właśnie cechę nie wiemy nawet o wszystkich jego dokonaniach.
Po wernisażu w Galerii Fotografii Ratusz udaliśmy się do kawiarni artystycznej Szkoła Życia, gdzie kilkoro śmiałków zdecydowało się pokazać swoje fotografie Mistrzowi.
Byłem niezwykle poruszony tym jak bardzo autor angażuje się i pochyla nad fotografiami zwykłych ludzi. Z jaką naturalnością dzieli się uwagami i przekazuje swoją ogromną wiedzę, jak skrupulatnie analizuje prace w najdrobniejszych szczegółach poczynając od pojedynczych klatek na formie prezentacji kończąc.
Minęło już trochę czasu, a ja wciąż jestem pod wrażeniem… i wiem co mówię, jestem jednym z tych szczęśliwców!

Wojciech Kapuściński
sobota, 31 maja 2014 roku
Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne, Galeria Fotografii Ratusz oraz Andrzej Kramarz zapraszają na kolejne fantastyczne fotograficzne wydarzenie.
Już 7 czerwca o godzinie 16:00 odbędzie się uroczyste otwarcie wystawy pt. Praying In The Desert po której bezpośrednio będzie miał miejsce przegląd portfolio.

* * *

Praying In The Desert

Las Vegas. Miasto rozrywki i blichtru. Pustynia, gdzie każdy modli się o swój własny deszcz. Przedmieścia ciągnące się głucho wzdłuż kasyn. Domy w cieniu gigantycznych hoteli. Ziemia spalona słońcem, obumarła.Człowiek szuka tu cienia równie usilnie co szczęścia. Nadzieja spoczywa w kościołach i salonach gry.
Dream Center.

* * *

Andrzej Kramarz - fotograf, wykładowca, kurator, redaktor albumów fotograficznych. Ukończył Instytut Fotografii Kreatywnej w Opawie. Współzałożyciel fundacji Imago Mundi (2005). W latach 2007–2008 Wicedyrektor Artystyczny Festiwalu Miesiąc Fotografii w Krakowie. Obecnie bada prywatne kolekcje rodzinnych fotografii w ramach projektu badawczego Photo Proxima prowadzonego przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie we współpracy z Muzeum Fotografii Fratelli Alinari. Wykłada fotografię na University of Hawaii, Hawaii Community College w Hilo i Akademii Fotografii w Krakowie.


___

Udział w przeglądzie jest bezpłatny. Ilość uczestników: 6 osób.
Zgłoszenia przyjmujemy tylko do 03.06.2014 r. do godziny 22:00 na adres ztf@ztf.pl. W tytule wiadomości należy wpisać: „przegląd portfolio A.Kramarz
Przegląd odbędzie się po otwarciu wystawy.

Zgłoszenie powinno zawierać: imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer telefonu, kilka słów o projekcie, przynajmniej jeden cykl fotograficzny: 10-15 zdjęć (format JPG, 1000 pikseli na dłuższym boku, całkowity rozmiar nie powinien przekroczyć 10MB). Uczestnicy zostaną poinformowani o udziale najpóźniej 04.06.2014 drogą mailową/telefoniczną.

Osoby zakwalifikowane do przeglądu powinny przygotować materiał zdjęciowy na odbitkach fotograficznych min. 13x18 cm,

kontakt:
ztf@ztf.pl
tel. 509 823 414 (Piotr Komajda
)
czwartek, 24 kwietnia 2014 roku
Film obyczajowy produkcji polskiej to wystawa fotografii Kuby Dąbrowskiego, która do Zamościa przyjechała prosto z Zachęty – a z Zamościa wędruje wprost na festiwal do Łodzi. W zacnym gronie zatem się plasujemy.
Zanim mieliśmy możliwość obejrzenia wystawy w zamojskim Ratuszu można było przeczytać kilka recenzji po premierze w Zachęcie. Kuby Dąbrowskiego nie trzeba nikomu kto się interesuje fotografią przedstawiać, ale nie wszystkie opinie o ekspozycji były wyłącznie pozytywne. W naszych warunkach recenzje czy teksty krytyczne na temat wystaw fotografii to nie jest sytuacja codzienna. To tylko podkręcało temperaturę i napięcie rosło. Polski film to przecież, cytując klasyka, dłużyzna, nic się nie dzieje. Tak też, na łamach magazynu Szum, pisała o wystawie w Zachęcie Ewa Dyszlewicz. Pozostałe teksty o wystawie Dąbrowskiego, te na które trafiałem, były znacznie bardziej przychylne. Co wcale nie znaczy, że autorka powyższej wypowiedzi miała się mylić – to była jej opinia i chwała pani Ewie Dyszlewicz za to, że pomimo wielu przychylnych recenzji jasno i wyraźnie wyraziła swoje zdanie. Problem nie leży w tym kto ma rację, a kto się myli. Szczególnie w przypadku tej właśnie wystawy.
Autor podczas oprowadzenia w Zachęcie (o czym mogliśmy np. przeczytać w innej recenzji) powiedział iż: „Na tej wystawie nie ma więcej niż na niej jest”. To kolejny moment, który wzbudzał moją czujność. Wydawało mi się to bardzo sprytnym stwierdzeniem, które na wejściu mogło zamknąć trochę usta krytykom. Tym bardziej nie mogłem się doczekać.
Kuba Dąbrowski nie raz mówił, że w fotografii chodzi mu o uzewnętrznienie swojej wrażliwości. Znacznie bardziej o dzielenie się historią, niż o tworzenie atrakcyjnych kadrów. Ponadto wielokrotnie podkreślał, że rolą fotografa jest obserwowanie i dokumentowanie – interpretacja, a nie wymyślanie. Film obyczajowy produkcji polskiej jest kwintesencją i potwierdzeniem powyższego.
Ogląda się to raczej jak amerykański, a nie polski film. I nie chodzi wcale o amerykańskie wątki i akcenty. Chodzi o pewną lekkość i naturalność – o brak sztuczności. Pozornie prosta fotografia, quasi amatorska, niedbała, niepoprawna. Taka trochę przy okazji… i po części tak! Ale wracając do wypowiedzi Kuby Dąbrowskiego – nie o atrakcyjne kadry tu chodzi, a o historię (choć trzeba przyznać, że pięknych kadrów tam paradoksalnie wcale nie jest mało!). Film obyczajowy jest historią o Kubie, ale jest też historią o mnie. Nie bez powodu mamy tam do czynienia z wycinkiem z Tytusa Romka i A’Tomka – czego przecież nikomu z naszego pokolenia wyjaśniać nie trzeba. Tu wklej swoje zdjęcie, wejdź w historię, zaangażuj się – a to już nie zawsze jest takie proste.
Cała ta opowieść jest z jednej strony bardzo osobista, a nawet intymna, z drugiej strony każdy z nas może być jej podmiotem lirycznym, a zatem jest ona wspólna, blokowa – przede wszystkim jednak (przynajmniej dla naszego pokolenia i tak ja ją znajduję) jest nostalgiczna i sentymentalna. Autor lubi nawiązania do muzyki – ja (choć do innej, to) też. Oglądając wystawę (a teraz jak oglądam książkę) co chwilę uśmiecham się i czuję podekscytowanie jak wtedy, kiedy słyszę Highway Star Deep Purple i przenoszę się w czasie dwadzieścia kilka, a może prawie trzydzieści lat wstecz kiedy słyszałem jak ojciec słuchał tego z kasety w starym Grundigu. Odchodząc od muzyki, tych momentów na Filmie jest wiele: once upon a time in America, NBA, połącz kropki, guma Turbo, czy już trochę późniejszy Joey Tribbiani.
To wszystko wcale nie oznacza, że wystawa jest tylko i wyłącznie dla ludzi wychowujących się w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. Każdy dostrzeże w niej co innego, ale myślę, że wszyscy zwrócą uwagę na bardzo ciekawy sposób opowiadania. Jest to bez wątpienia obecnie jedna z najważniejszych wystaw fotograficznych. Bardzo się cieszę, że Kuba Dąbrowski zawitał do naszej Galerii!
Film obyczajowy produkcji polskiej będzie można oglądać w Ratuszu do końca maja!

Wojciech Kapuściński

***

Wystawa współfinansowana przez miasto Zamość

środa, 2 kwietnia 2014 roku
Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne oraz Galeria Fotografii Ratusz w Zamościu bardzo serdecznie zapraszają na otwarcie wystawy fotografii Kuby Dąbrowskiego pt. Film obyczajowy produkcji polskiej. Wernisaż odbędzie się 11 kwietnia 2014 roku (w piątek), o godzinie 16:00, oczywiście w Ratuszu!

Kuratorką wystawy, która miała swoją premierę niewiele ponad dwa miesiące temu w Zachęcie (a prosto z Zachęty przyjechała do Zamościa!)  jest Joanna Kinowska.
Współpraca: Dominika Kucner



* * *

Od połowy XIX wieku powstało wiele utopijnych koncepcji fotografii totalnej, głoszących, że kiedyś uda się sfotografować wszystko. Dzisiaj, w dobie ekspansji fotografii cyfrowej, jesteśmy bliscy realizacji tej idei – to się właściwie już dzieje. Ale niezupełnie dotyczy osób urodzonych w erze fotografii analogowej; nie mamy zdjęć z chwili narodzin ani wielu innych momentów, podczas gdy dziś w takich sytuacjach automatycznie i bezrefleksyjnie sięgamy po aparat w telefonie komórkowym.

Kuba Dąbrowski zaczął robić zdjęcia jako czternastolatek, 19 lat temu. Fotografował wszystko to, co było wtedy dla niego ciekawe w otaczającej rzeczywistości: kolegów z podwórka, białostockie blokowisko, koncerty, grę w koszykówkę itp. Robił to dalej, gdy zdał maturę, wyjechał studiować socjologię w innym mieście, dostał pierwszą pracę… Dzisiaj jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych fotografów w Polsce, ciągle jeszcze młodego pokolenia. Zawodowo fotografuje, jak sam mówi, „czasem Afganistan, czasem szminki dla Chanel”, ale w dalszym ciągu dokumentuje swoje najbliższe otoczenie.

U Dąbrowskiego aparat czasem bywa pretekstem do rozmowy, najczęściej jednak jest dyskretny i niewidoczny. Służy do zapamiętania danej chwili, opowiedzenia o czymś, czasem do wspomnienia, jak w przypadku przewijających się przez wystawę/film reprodukcji z ulubionych gazet, ujęć ważnego meczu lub filmu z ekranu telewizora. Ale nie jest najważniejszy – nie ma tu pozowania, nadmiernej kreacji. Jest życie codzienne i osoba fotografa, czyli „podmiot liryczny”. Mnóstwo energii, uczuć, śmiechu i smutków, dorastania i chłopackości, jest też trochę romantycznie i nostalgicznie – czyli wszystko to, co każdy z nas pamięta, choć nie wszyscy mamy to na zdjęciach.

Jestem rówieśniczką bohatera. Pochodzę z innego miasta, bawiłam się na innym podwórku, a w okolicy było trochę wyższe blokowisko. Zamiast deskorolki moi znajomi woleli rolki i rower, ale wszyscy graliśmy w kosza. Potem też było wiele podobieństw i różnic. „Kuba Dąbrowski. Film obyczajowy produkcji polskiej” to w gruncie rzeczy film o koledze lub sąsiedzie, ale też o nas wszystkich, o tym, co pamiętamy i z czym się identyfikujemy. Każdy zobaczy w nim inne znajome momenty i miejsca, uruchomi pamięć i być może po powrocie do domu odkopie swoje zdjęcia sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Tak już jest ze zdjęciami, a także z filmami.
Joanna Kinowska


www.kubadabrowski.com

http://kubadabrowski.blogspot.com/

https://www.facebook.com/events/431223526980014/?fref=ts

* * *

Wystawa jest współfinansowana przez miasto Zamość
czwartek, 27 lutego 2014 roku
„Co komu naznaczone to na drodze” - nie wiem czy to Adam Pańczuk pojawił się na naszej drodze, czy to raczej my pojawiliśmy się na drodze Adama Pańczuka.

Zaledwie kilkanaście godzin temu dowiedzieliśmy się, że książka Adama Pańczuka pt. Karczeby otrzymała tytuł najlepszej książki fotograficznej świata w 71 dorocznym międzynarodowym konkursie Pictures of the Year!
Właśnie teraz, kiedy w Galerii Fotografii Ratusz Zamościu, oglądać możemy wystawę prezentującą ten projekt! Nie mogliśmy trafić lepiej. Ale jak mawiają komentatorzy sportowi – szczęście sprzyja lepszym! Trudno mówić tu o przypadku. O wysokiej jakości książki, projektu i wystawy wiadomo było od dawna. A że nagroda przyszła w tym momencie? Tym lepiej.

Już na wernisażu, podczas którego nie wiedzieliśmy o nagrodzie, Galeria Ratusz pękała w szwach. Nie przypominam sobie tak wysokiej frekwencji, a sięgam pamięcią 10 lat wstecz. Jestem wręcz pewny, że to pierwszy taki przypadek (przynajmniej) od dekady. Dość wspomnieć, że specjalnie na otwarcie wystawy przyjechali miłośnicy fotografii z Lublina czy Chełma. Nie powinniśmy być zdziwieni - oni również dobrze wiedzieli po co jadą.

Karczeby, które mamy ogromną przyjemność prezentować, rodziły się bardzo długo. Zdjęcia do projektu powstawały przez 7 lat. To nie jest odosobniony przypadek, a jednocześnie kolejny dowód na to, że dobre rzeczy potrzebują czasu.
Projekt Adama Pańczuka to niezwykle osobliwy portret. Portret polskiej wsi, portret człowieka. Oglądając książkę czy wystawę stajemy twarzą w twarz, nie z fotografiami, tylko z ludźmi. Stajemy niezwykle blisko mieszkańców Lubenki i pobliskich miejscowości, możemy ich prawie dotknąć, niemal usłyszeć ich historie. A fotografie Adama Pańczuka tymi historiami ociekają. Nie w sposób dosłowny, nie bezpośrednio i nie wprost. Jesteśmy prowadzeni przez fotografa, zmuszani do myślenia, ale w sposób bardzo przyjemny. Bliskość i myślę, że pozytywne emocje, które wyzwalają w nas bohaterowie fotografii znacznie nam to ułatwiają. Często są to portrety bez twarzy, a każdemu towarzyszą rekwizyty. Portrety z jednej strony bardzo realistyczne, z drugiej ogromnie metaforyczne, a czasami wręcz surrealistyczne. Każdy ewidentnie opowiada nową, inną historię – ale znakomicie się uzupełniają i komponują jak kolejne rozdziały w jednej księdze. Całość dopełnia wzruszający tekst autorstwa Kazimierza Kusznierowa – urodzonego właśnie w  Lubence założyciela teatru obrzędowego, który także stanowi niezwykle ważną część projektu.

Cieszymy się, że kolejna wystawa na światowym poziomie zawitała do Zamościa, tym bardziej, że autor zaszczycił nas swoją obecnością na wernisażu i bardzo ciekawie opowiadał o powstawaniu prac. Jesteśmy dumni i nieskromnie powiem, że będziemy się szczycić tym, że możemy prezentować fotografie tak ważne dla współczesnej fotografii i sztuki – nie tylko Polskiej.

Wystawę można oglądać do końca marca 2014 roku.

***
Wystawa współfinansowana przez miasto Zamość
środa, 12 lutego 2014 roku
Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne nie zniża lotów!
Kolejną wystawą jaką zaprezentuje w zamojskiej Galerii Fotografii Ratusz będą osławione Karczeby Adama Pańczuka.

Już w najbliższy czwartek (20 lutego 2014 roku) o godzinie 16:00 odbędzie się uroczysty wernisaż, podczas którego będziemy mogli spotkać się z autorem oraz kupić książkę - a naprawdę warto! Karczeby w ubiegłym roku w Paryżu nominowane były do tytułu the First Photobook of the Year, a lista osiągnięć fotografa jest imponująca!

Jest to kolejna pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika fotografii. Zapraszamy!


* * *

Karczeb to trudny do wyrwania korzeń drzewa, bardzo głęboko wrośnięty w ziemię. Tym samym mianem na polesiu i Podlasiu określało się ludzi, którzy żyli zgodnie z rytmem ziemi i tak jak korzeń byli z nią mocno związani. Adam Pańczuk przez wiele lat portretował tę niezwykłą więź - pełną szacunku, ale też naznaczoną ciężką pracą. Na wystawie pokazuje ją m.in. w serii zaskakujących, mocnych portretów. Prace utrzymane są w konwencji realizmu magicznego, co pozwala na wyjście poza ramy stereotypowego spojrzenia na polską wieś. Adam Pańczuk pokazał bliski mu świat. Świat niezwykły, w którym zachodzą zmiany podyktowane upływającymi porami roku, ale też upływem czasu.
___

Adam Pańczuk (1978) mieszka w Warszawie, pracuje wszędzie gdzie znajdzie ciekawy temat. Studiował na Akademii Ekonomicznej, a także fotografię na Wydziale Komunikacji Multimedialnej ASP w Poznaniu. Realizując swoje projekty zadaje pytania - wprost, a jednocześnie metaforycznie, o tożsamość, świadomość i postawę wobec świata, ludzi, których spotyka. Był stypendystą Ministerstwa Kultury. Łatwość z jaką posługuje się obrazem, opisuje swoje obserwacje, zaowocowała wielokrotnie prestiżowymi nagrodami – m.in.:
2013 nominacja do „the First Photobook of the Year at the Paris Photo-Aperture”
2011 Pictures of the Year International, II nagroda w Portrait Series
2009 Magnum Expression Award, I Honorowe wyróżnienie
2009 Grand Press Photo I miejsce za reportaż w kategorii Ludzie
2009 Sony World Photography Awards Finalista w kategorii Fine Art Portraiture
2006 National Geographic I miejsce w kategorii Kultura


środa, 29 stycznia 2014 roku
Jak się okazuje już sam tytuł wywołał niemałą dyskusję. Oczywiście dotyczyło to osób, które na co dzień nie interesują się fotografią albo nie interesują się nią w dużym stopniu. Wszyscy pozostali doskonale znali projekt i chyba nikomu do głowy by nie przyszło żadne nieadekwatne skojarzenie.

Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne oraz Galeria Fotografii Ratusz prezentują właśnie wystawę pt. White Power autorstwa Anny Bedyńskiej. Jest to bez wątpienia jedna z najlepszych wystaw jaką do tej pory mieliśmy okazję oglądać w Ratuszu. Ostatnie kilkanaście miesięcy co prawda obfitowało w znakomite prezentacje, ale bieżąca ekspozycja jeszcze tę średnią podnosi. Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego otwarcia roku wystawienniczego!

W Ratuszu oglądać możemy portrety albinosów. Wielki format bardzo mocno uwydatnia to co i tak niezwykle intensywnie z tych fotografii emanuje. Trudno wyobrazić sobie coś fotograficznie piękniejszego.

Każda kolejna praca ukazuje piękno w najczystszej postaci. Spotykamy dziewczynki i chłopców, kobiety i mężczyzn w bardzo różnych pozach. Widzimy ich twarze, choć nie zawsze w całości. Rzadziej możemy spojrzeć im w oczy, ale zawsze zmuszeni jesteśmy do dużej refleksji. Niezwykle nostalgiczne portrety ludzi, którzy borykają się z bardzo trudną chorobą. Każdy opowiada inną historię, wszystkie są niesłychanie malarskie, a równocześnie wyjątkowo ascetyczne i wysoce estetyczne.

Przyglądając się fotografiom uśmiecham się, czuję sympatię do portretowanych osób i bynajmniej, nie ma to nic wspólnego z litością. Okazuje się, że prawdziwe piękno niewiele ma wspólnego z tym co zwykliśmy oglądać codziennie, że zbyt łatwo i zbyt często ulegamy sugestiom, a nader rzadko zatrzymujemy się, zastanawiamy i staramy dostrzec coś więcej.

White Power to projekt doskonały nie tylko pod względem technicznym. Daje odbiorcy szansę na dostrzeżenie prawdziwości i szczerości, ale również pokazuje osobom dotkniętym jakąkolwiek odmiennością, że mają prawo czuć się – nie tylko pełnoprawnymi i pełnowartościowymi członkami społeczeństwa – ale przede wszystkim, mają prawo czuć się i być piękni.

White Power Anny Bedyńskiej oglądać możemy w Galerii Fotografii Ratusz jeszcze do 11 lutego.

Wojciech Kapuściński
czwartek, 2 stycznia 2014 roku
Dzięki uprzejmości Wydziału Kultury i Spraw Społecznych oraz pana Prezydenta Marcina Zamojskiego ZTF rozpocznie Nowy Rok w nowej odsłonie!
Pisaliśmy już, że fotograficznie będzie to otwarcie z wysokiego C - przypomnijmy, że będzie to wystawa Anny Bedyńskiej.
White Power będzie pierwszą wystawą, która podczas otwarcia wisieć będzie na nowych systemach ekspozycyjnych.
Bardzo się z tego cieszymy.
Serdecznie dziękujemy naszym włodarzom i życzymy im i sobie więcej tak trafnych decyzji w Nowym Roku!
Galeria prezentuje się pięknie...
Zapraszamy!

czwartek, 2 stycznia 2014 roku
Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne rozpoczyna rok wystawienniczy z wysokiego C!
W Galerii Fotografii Ratusz będziemy mogli oglądać wystawę fotografii Anny Bedyńskiej – laureatki
najbardziej prestiżowego konkursu fotograficznego na świecie World Press Photo 2013!

WHITE POWER jest projektem dotyczącym szeroko pojętej odmienności. Uświadamia nam, że istnieje mnóstwo odsłon piękna.
„Z okładek i stron magazynów spoglądają na nas twarze osób, które często zostały poddane wielogodzinnym zabiegom upiększania przez makijażystki i stylistyki, potem zdjęcia ulegają jeszcze "idealizacji" w komputerze. Właściwie nie wiadomo czym jest to, na co w efekcie końcowym spoglądamy. Ja chciałabym pokazać prawdziwe, szczere piękno” - tłumaczy Bedyńska. Piękno, które nie zawsze wszyscy potrafią dostrzec. A przede wszystkim pokazać je osobom, które nie wierzą w siebie, we własną urodę. Na co dzień żyją na marginesie, w cieniu, a Bedyńska stawia ich właśnie "w świetle jupiterów", których na co dzień tak unikają, wyciąga ich z cienia, dosłownie i w przenośni.

Bohaterami wystawy, WHITE POWER, są albinosi. Nikt nie wie ilu ich jest w Polsce, nigdzie nie są zrzeszeni, często ukrywają się w domu. Ze względu na światłowstręt, ale również z powodu ostracyzmu jakiemu są poddawani. To choroba dotykająca 1:10 000, ale nie o chorobę tu chodzi, a o szeroko rozumianą odmienność!  A nosicielami genu recesywnego, który może wywołać te chorobę nawet co 70 osoba.

Wyjątkowość, piękno i unikatowość - co jest niczym znak szczególny ludzi pozbawionych pigmentu. Postawieni przed obiektywem redefiniują pojęcie piękna, które w rozumieniu powszechnym i codziennym eliminuje ich z rankingu najpiękniejszych, Bedyńska wykonuje woltę i wskazuje na ich szczególną wyjątkową urodę! Urodę, która często wynika nie tylko z fizyczności, ale z głębi duszy.
Są biali i szczególni niczym BIAŁE KRUKI!

Wernisaż odbędzie się w piątek 10 stycznia w Galerii Fotografii Ratusz o godzinie 16:00. Zapraszamy!


***

Ann Bedyńska

Jej domeną są reportaże społeczne często odwołujące się do tematów tabu. Fotografowała zarówno bohaterów z pierwszych stron gazet jak i tych, o których świat by się nie dowiedział gdyby nie jej zacięcie i chęć wyciągnięcia w światła jupiterów ludzi, dla których wielki świat jest obcym światem (jak między innymi bohaterowie cyklu White Power).
Fotografka była z aparatem przy porodach, ale i przy umierających. Tworzyła cykle: Rodzić po ludzku, Umierać po ludzku, czy Dzieciaki do domu, które w ramach akcji społecznych Gazety rozpoczynały dyskusje i przełamywały tabu śmierci i narodzin. "Trudne" tematy to jej specjalność. W centrum jej zainteresowań jest zawsze człowiek, do którego podchodzi z wielką uwagą i szacunkiem.
Od kilku lat szczególną uwagę poświęca sytuacji kobiety we współczesnym świecie. Stąd projekty: Z dzieckiem pod biurkiem - o kobietach powracających do pracy po urlopie macierzyńskim, Tata w akcji - o ojcach, którzy zostają w domu z dziećmi, podczas gdy ich żony pną się po szczeblach kariery, MatkoPolko - o kobietach mierzących się z ideałem Matki Polki. "Ubrania do trumny to jej projekt na życie, do którego wciąż poszukuje bohaterów, ludzi, którzy zgodnie z tradycją, za życia przygotowują sobie ubrania do trumny.

Fotografowała w Kosowie, Sudanie, Kazachstanie i na Białorusi, ale zawsze powtarza, że ważne tematy można realizować na własnym podwórku.

Ma na koncie wiele prestiżowych nagród - m.in. World Press Photo 2013, główną nagrodę Grand Press Photo 2005, nagrodę National Geographic czy nagrodę specjalną "Warto być razem" w konkursie BZ WBK Foto. Dwukrotna stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i laureatka Dorocznej Nagrody Ministra Kultury.

niedziela, 27 października 2013 roku
O Zofii Rydet, a przede wszystkim o jej fotografiach napisano już chyba wszystko. Nie będę więc wyważał otwartych drzwi. Nie będę się też silił na bycie odkrywczym czy krytycznym wobec fotografii Rydet.
25 października w piątek odbyło się oficjalne otwarcie Zapisu Socjologicznego w zamojskiej Galerii Fotografii Ratusz. Od początku nie ukrywaliśmy, że akurat ta wystawa stanowić ma kropkę nad i, wisienkę na torcie, swoiste zwieńczenie świetnego roku w naszej Galerii. Zofia Rydet idealnie się do tego nadawała!
Dzięki ogromnej uprzejmości i elastyczności – przesympatycznej skądinąd – wiceprezes Fundacji im. Zofii Rydet pani Zofii Augustyńskiej-Martyniak cała operacja prawno-formalno-logistyczna odbyła się nie tyle bezboleśnie co niezwykle przyjemnie. W konsekwencji Zamościanie i turyści podziwiać mogą fotografie samej Zofii Rydet!
Ta część Zapisu, którą zobaczyć można w Ratuszu pochodzi z byłych województw lubelskiego, rzeszowskiego, suwalskiego, ale mamy także kilka fotografii z podhala i cztery monidła. O samym projekcie trudno napisać cokolwiek, aby nie powtarzać dziesiątek czy setek wcześniejszych wypowiedzi. Jest to coś co zobaczyć trzeba. Nie można interesować się – nawet, nie tylko fotografią, co kulturą w ogóle – nie znając postaci, ani prac Zofii Rydet. Zdaje się, że albo mam deja vu, albo pisałem to już wcześniej, ale to po prostu kolejna lektura obowiązkowa.
Wernisaż odbył się w bardzo przyjemnej i teatralnej atmosferze. O to pierwsze zadbała licznie zgromadzona widownia. Ogromnie cieszy nas fakt, że przynajmniej trzypokoleniowa. Wśród przybyłych gości były kilkuletnie dzieci, młodzież, osoby dorosłe, w średnim wieku i odrobinę starsze także. Miło zobaczyć, że ludzie kilku pokoleń mają wspólny język i mogą znaleźć wspólny mianownik dla spędzenia czasu przyjemnie i z pożytkiem. O to drugie zadbał prezes ZTF-u Andrzej Pogudz, który poprowadził otwarcie w stylu, którego nie powstydziłby się aktor teatralny z wieloletnim stażem. To nie było pierwsze czy drugie otwarcie Andrzeja Pogudza, ale w takiej formie nikt nigdy go jeszcze nie widział. Prezes w piątek był chory i jeżeli to gorączka była odpowiedzialna za ten występ to z przykrością muszę stwierdzić, że szef powinien chorować częściej.
Ostatnia informacja jest również dobra: Zapis Socjologiczny będzie można  podziwiać aż do końca roku! Zapraszamy!
Wojciech Kapuściński

Wystawa współfinansowana przez miasto Zamość



Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne
już od ponad 55-ciu lat działa na rzecz kultury.
Od 2013 roku jest organizacją pożytku publicznego.

Przekazując nam 1% swojego podatku, pomagasz rozkręcać lokalną kulturę.

KRS 0000076428

75 1240 2816 1111 0010 4467 4192

Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne
ul. Wyszyńskiego 28 a,
22-400 Zamość

NIP 922-243-27-33
Regon 950434444