czwartek, 26 listopada 2015 roku
Powoli dobiega końca wystawa fotografii pt. Oneiro autorstwa Oli Kostrubiec z Zamojskiego Towarzystwa Fotograficznego. Ekspozycję można zobaczyć w Galerii Fotografii Ratusz do 5 grudnia.
Autorka zabiera nas w świat snów, marzeń, iluzji… Pozwala nam wejść do swojego świata, ale pokazuje również, że jest to jednocześnie świat każdego z nas. Nostalgiczne, baśniowe, intrygujące obrazy przyciągały widzów podczas wernisażu i obok żadnej z fotografii oglądający nie przechodzili obojętnie. Goście zatrzymywali się na dłużej przy różnych pracach. Każdy wybierał swój własny obraz, jakby chciał powiedzieć: „to ja!”, „to mój sen!”, „to mój świat!”.
Z pozoru smutne, a czasem wręcz straszne (niczym wyjęte z horroru) fotografie samotności mogą równocześnie być snem o spokoju, ucieczką od codzienności czy wręcz marzeniem o wolności. W mojej ocenie piękne i melancholijne – i choć nie każda praca (co oczywiste) przedstawia mój sen i moje marzenia – naprawdę warte poznania i dłuższej uwagi. Szczerze polecam!

Wojciech Kapuściński
wtorek, 27 października 2015 roku
Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne zaprasza na kolejną wystawę!

5 listopada (w czwartek) o godzinie 16:00 w Galerii Fotografii Ratusz odbędzie się wernisaż wystawy fotografii Oli Kostrubiec (ZTF), pt. Oneiro.

O projekcie:
Zasypiasz...śnisz...stoisz na scenie. Jesteś aktorem, reżyserem i widzem. Cała reszta to jedynie wytwory twojego umysłu. Nikogo oprócz ciebie tu nie ma.
Hindusi określają nasz świat jako MAJA- iluzja, senne marzenie, wytwór umysłu. Jako nadprzyrodzona bogini ma ona moc utrzymywania żywych istot w złudzeniu, a także wyzwoleniu ich z ułudy. Nie żyjemy w tym samym świecie. Każdy ma swój własny. Zatem jest tyle światów, ile umysłów. Kiedy to zrozumiesz przekonasz się że ma miejsce to samo co wtedy, gdy śnisz. Rzeczywistość to także sen, tylko z większą sceną.
Sny spełniają kilka funkcji, jedną z nich jest określenie stanu naszego ducha. Przez filtr krzywego zwierciadła przepuszczają myśli przebiegające nam przez głowę i odczucia im towarzyszące. Zatem  po drugiej stronie lustra odbija się nasza codzienność w świecie realnym. Jeśli jesteśmy w stanie świadomie podejść do naszych snów, potrafiąc odróżnić to co jest w nich istotne, mogą one pomóc nam w oczyszczeniu naszej duszy, głębszym zrozumieniu siebie.

 
O autorce:
Sztukę, podobnie jak surrealiści traktuję jako rodzaj metody poznania obrazów duszy. Ukryte myśli zamieniam na obrazy. Fotografia i rozwój osobisty stały się dla mnie nierozłączne. Ciągle uczę się łączyć je ze sobą. Moja fotografia to obraz inspirowany z wielowymiarowego wnętrza, które posiada każdy i każde jest wyjątkowe. Niejednokrotnie nie zdając sobie świadomie sprawy realizowałam kolejny, konkretny koncept. Później okazywało się że wszystko miało swój sens i porządek, dzięki któremu moja praca przynosiła mi zrozumienie a co za tym szło dalej - oczyszczenie.
Przy pomocy aparatu mogę wykreować obrazy z mojego świata snów a więc- z mojej rzeczywistości. Nie zawsze prostej, choć niekiedy na pierwszy rzut oka infantylnej gonitwy myśli. W nieustannej drodze w poszukiwaniu prawdziwej siebie w przesyconym normami społecznymi i oczekiwaniami świecie. Już nie chowam się w świat snu, wywołuję go na zewnątrz, egzorcyzmy duszy, chociaż mówi się że sny są wstydliwe i nie lubią być obserwowane.
Morris Graves ujął to w najlepszy sposób: „Moim największym zainteresowaniem jest istota, w między czasie jestem malarzem”


I oto zaczyna się kraina snu...
Widzisz wiele przedstawień, psychodram i po prostu obserwujesz. W końcu pojmujesz, że to jest dokładnie to samo, co dzieje się na jawie. TEATR UMYSŁU. Cały świat stał się iluzoryczny. A kiedy świat jest iluzją, jedynie obserwator jest prawdziwy.
Ola Kostrubiec
piątek, 25 września 2015 roku
Galeria Fotografii Ratusz prezentuje obecnie wystawę pt. American Dream autorstwa Agnieszki Rayss - współzałożycielki kolektywu Sputnik, laureatki i finalistki wielu znaczących konkursów fotograficznych oraz uczestniczki wystaw fotograficznych w kraju i zagranicą.
American Dream, czyli to co najpiękniejsze, najlepsze, najbardziej pożądane - prestiż, splendor, sława, pieniądze. Pojęcie to być może najmłodszym widzom mówi zupełni co innego niż nam - pokoleniu lat 70 i 80, a być może nie mówi im nic. Projekt Agnieszki Rayss mówi natomiast wszystko.
Autorka przez kilka lat fotografowała nowe - wówczas - zjawiska, które pojawiły się w (nie tylko naszej) kulturze. Po tzw. przełomie i otwarciu, na wschodniej scenie zagościły różne bigbrothery i mniej lub bardziej podobne do nich reality show. Podczas sportowych wydarzeń zaczęły występować cheerleaderki, lokalne i ogólnopolskie konkursy piękności kwitły, a niejedna dziewczyna rozpoczynała karierę modelki. 
Projekt Agnieszki Rayss przedstawia właśnie ten tytułowy amerykański sen. Marzenia i dążenia do sławy, które mogły spełnić się przez castingi, pokazy, wybiegi. To właśnie dokumentowała autorka w krajach środkowo-wschodniej Europy pokazując nam te zjawiska trochę od kuchni.
Z jednej strony, pozornie łatwo dostępny sukces - niemal na wyciągnięcie ręki. Jednakże sukces iluzoryczny bo nieprawdziwy. Świadomy widz rozumie, że te chwilowe gwiazdy są tylko produktem i narzędziem w ręku firm i koncernów służącym do zarabiania pieniędzy. Z drugiej strony każdy o czymś marzy i zdecydowana większość ma swój American Dream. Nie jest to więc projekt tylko o dziewczynach sprzed 10, 15 czy 20 lat. To projekt o każdym z nas. Nie jest to projekt o zjawisku, którego już nie ma. Jest to projekt, który na swojej aktualności prędko nie straci.
Każdy podąża inną drogą, płaci inną cenę, poświęca co innego. Nie każdy osiągnie swój cel, a na końcu drogi nie zawsze będzie to co zdawało się tam czekać. Ale absolutnie każdy, aby spełnić swój amerykański sen musi stanąć na swoim castingu i przejść się na swoim wybiegu.
Jak pisze Agnieszka Rayss: " Oczekuję sukcesu, jestem rozczarowana przy przegranej. Biorę udział w niezliczonej ilości konkursów – czasem zastanawiam się, po co? Czy nagroda sprawi, że moja praca jest lepsza? Czy nagrodzona dziewczyna rzeczywiście jest najpiękniejsza? Obie przyznajemy, że ułatwi to nam życie, przyniesie lepsze zlecenia, znajomości z ważnymi osobami. To są różne osoby – ale mechanizm ten sam."
...wszystko.

tekst i zdjęcia: Wojciech Kapuściński

sobota, 29 sierpnia 2015 roku

Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne serdecznie zaprasza na otwarcie wystawy fotografii współzałożycielki kolektywu Sputnik, laureatki i finalistki znaczących konkursów fotograficznych oraz uczestniczki wielu wystaw fotograficznych w kraju i zagranicą.
Wernisaż wystawy pt. American Dream Agnieszki Rayss odbędzie się w najbliższy piątek – 4 września o godzinie 16:00 w Galerii Fotografii „Ratusz”.


Mój amerykański sen

Kilka lat temu zaczęłam fotografować nowe zjawiska w polskiej pop kulturze – masowe castingi do programów telewizyjnych, występy cheerleaderek na stadionach sportowych, publiczne i masowe poszukiwania top-modelek. Coś się zmieniało. Rzeczywistość, która za moich czasów szkolnych i studenckich prawie nie istniała, rosła, wciągała (także mnie) i stawała się coraz bardziej dostępna. Aurę tajemnicy i nieokreślonego zachwytu wokół kilku pięknych dziewcząt w szkole („wiesz, że ona jest modelką?”) zastąpiło obcesowe stwierdzenie „Tak, jestem miss regionu, wybrano mnie modelką roku, występuję w tym programie telewizyjnym – to ja. Podziwiajcie mnie”.

Coś się zmieniało na moich oczach. W telewizyjnych show zaczęli brać udział „przeciętni ludzie”, którzy nagle wyskakiwali z grupy przeciętnych na pierwsze strony kolorowych magazynów. Wygląd zaczął się naprawdę liczyć. A jeszcze bardziej wartościowy stał się publiczny występ i obecność w mediach – przedmiot zazdrości i plotek tych, którym się to nie udało. Skromny świat naszych rodziców, pokoleń schowanych za żelazną kurtyną przestał wystarczać, perspektywy telewizji, mody i różnie rozumianej sławy stały się naprawdę kuszące.

Postanowiłam zrobić poważny cykl dokumentalny o tych zjawiskach, o masach dziewcząt odpowiadających na zew telewizji i kolorowych magazynów i dążących do kolorowej doskonałości w Europie Środkowo – Wschodniej, bo po latach siermiężnej rzeczywistości tęsknoty za życiem w blasku piękna i sławy były naprawdę silne – i fotogeniczne. Weszłam w uniwersalny świat dążenia do doskonałości i okazało, się, że bardzo mi on odpowiada.

Lubię chodzić na wybory miss. Lubię być za kulisami pokazu mody w małym mieście. Atmosfera oczekiwań, rozczarowania i dyskretnej konkurencji jest jedyna w swoim rodzaju. Zanurzając się w niej zapomniałam o zmianach w przestrzeni kulturowej w Europie Środkowo-Wschodniej, odkryłam tam – siebie.

Nie byłam i nie będę bohaterką wybiegu, ale mój świat nie różni się wiele od świata moich bohaterów. Oczekuję sukcesu, jestem rozczarowana przy przegranej. Biorę udział w niezliczonej ilości konkursów – czasem zastanawiam się, po co? Czy nagroda sprawi, że moja praca jest lepsza? Czy nagrodzona dziewczyna rzeczywiście jest najpiękniejsza? Obie przyznajemy, że ułatwi to nam życie, przyniesie lepsze zlecenia, znajomości z ważnymi osobami. To są różne osoby – ale mechanizm ten sam.

Słyszałam często od moich bohaterów, że chcą się sprawdzić. Zobaczyć, ile są warci, czy ktoś ich zauważy. Najlepiej, żeby tak się stało, bo to prestiż i lepszy start w życiu. Nagroda – korona, dyplom, tytuł - stają się miernikiem naszej wartości. Im więcej, tym lepiej, życiorys pełen tytułów dobrze się prezentuje.

W powietrzu wisi pytanie oskarżenie tak skonstruowanego świata, ale tak naprawdę nie wiem, czy to źle, że takie są prawidła gry. Dla mnie są trochę męczące, ale nie słyszałam, żeby któraś z dziewczyn stojących po lepszej stronie chciała z tego zrezygnować.


* * *

Agnieszka Rayss, fotograf, freelancer. Współzałożycielka stowarzyszenia Sputnik Photo, jednego z najbardziej znanych kolektywów fotograficznych w Europie (www.sputnikphotos.com). Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Doktorantka na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Głównym polem jej zainteresowań jest fotografia dokumentalna, portret, pejzaż.
Dwukrotnie nagradzana w konkursie Pictures of the Year (w 2011 i 2012 roku), dwukrotna finalistka Hasselblad Masters Award, finalistka konkursów Lucie Foundation Award, Sony World Photo Awards, Lens Culture Exposure Award. Zdobyła także wiele krajowych nagród, m.in. w konkursach Grand Press Photo, BZWBK Press Photo, Newsreportaż. Stypendystka Ministra Kultury, Miasta Stołecznego Warszawy, Funduszu Wyszehradzkiego.
Opublikowała album fotograficzny „American Dream” – o transformacji kulturalnej i triumfie pop kultury w Europie Środkowo Wschodniej. Brała udział w wielu wystawach indywidualnych i grupowych, m.in. na Fotofestiwalu w Łodzi, Biennale w Pradzie, Festiwalu w Noorderlicht.
agnieszka.rayss@gmail.com  www.agnieszkarayss.com
środa, 10 czerwca 2015 roku
Serdecznie zapraszamy wszystkich 17 czerwca (środa), na godzinę 17:00 do Galerii Fotografii Ratusz na otwarcie wystawy malarstwa i fotografii Marka Sołowieja pt. Obrazy zapamiętane. Lato w krainie fiordów.

Wystawa malarstwa i fotografii pt. OBRAZY ZAPAMIĘTANE - Lato w krainie fiordów – to cykl obrazów zapamiętanych z pobytu w Norwegii.
.......Obrazy zapamiętane wychodzą z rzeczywistości - jest ona dla mnie punktem wyjścia
i inspiracją. Prezentowane obrazy oparte są na bardzo konkretnych zdarzeniach i faktach, które mnie zainteresowały. Moje inspiracje wystąpiły w konkretnej przestrzeni czasowej
i miejscowej. Obserwując codzienność, odnajduję w niej tematy do malowania a następnie po analizie i filtracji w swoisty dla siebie sposób komponuję obraz. Tak więc moje malarstwo to ciągła próba  ukazania tego, jak odczuwam rzeczywistość i przeżywam codzienność. Malarstwo to moje życie a obrazy to moja dusza...
Starałem się zachować równowagę i łączyć to, co wyobrażone czyli to, co wypatrzyłem, odkryłem w zastanej sytuacji z realnością.
Pejzaż zapamiętany - to moje  osobiste emocje, moje dostrzeganie czy też widziane oczyma wyobraźni w konkretnej przestrzeni bodźce, które inspirują moje wnętrze do malowania......

fragment tekstu z programu
pt. IDEA ART – lekcja malarstwa inaczej
Marek Sołowiej

Realizowany program Idea Art – lekcja malarstwa inaczej od roku 2011 to inicjatywa, którego zamierzeniem jest świadome przekazywanie impulsów współczesnego malarstwa. Kolejna wystawa Marka Sołowieja w ramach tak zacnego przedsięwzięcia artystycznego jest zawsze zaskakująca, tajemnicza i o niewyczerpanej inwencji twórczej. Obserwuję od lat jego rozwój artystyczny i stwierdzam że, Marek jest malarzem nieustannie poszukującym, odkrywającym swoim zmysłem intuicji, wielorakie  bodźce otaczającej Jego rzeczywistości.
Obrazy zapamiętane -Lato w krainie fiordów to prezentacja wspomnień z pobytu artysty w Norwegii. Wyostrzony wzrok i wrażliwa osobowość Marka pokazuje jak ważna jest natura, a my jesteśmy jej cząstką.
Jego krajobraz jest pełen rozmyślnego wigoru i siły. Wielkość natury artysta potęguje umiejętnie kolorem. Z krajobrazu bije pozytywna energia. Jego pejzaże triumfują prostymi, lekkimi formami przy czym wibrujące światłocienie przekazują niekwestionowany malarski perfekcjonizm Marka Sołowieja. Rządzi tym razem w jego obrazach błękit paryski, ultramaryna, fuksja, zieleń Veronese czy też zieleń chromowa z dominantą barw soczystych. Malarz stworzył aurę romantyczności a tym samym tajemniczości żywiołu natury.
Artysta z wielką swobodą kompozycyjną przekazuje wyjątkowość niepowtarzalnego motywu i swój stosunek do piękna świata.
Hanna Maziarczyk

Wystawy zrealizowane w ramach autorskiego programu  
IDEA ART – lekcja malarstwa inaczej Marka Sołowieja w Zamościu:

1. Lato na Cykladach – malarstwo Marek Sołowiej - BWA Galeria Zamojska, 2012 r.
2. W hołdzie Janowi Pawłowi II ze zbiorów Galerii  U Jaksy z Miechowa k / Krakowa - wystawa zbiorowa malarstwa, Muzeum Zamojskie, 2012 r.
3. Zamość w malarstwie - malarstwo Marek Sołowiej z okazji 20-lecia wpisania miasta Zamościa na listę UNESCO - Galeria Hotelu Arkadia, 2012 r.
4. Malarstwo czystej duszy - malarstwo Marek Sołowiej -  FODZ Centrum Synagoga, Zamość 2014 r.
5. Obrazy malowane kredką - malarstwo ze zbiorów Stowarzyszenia Pastelistów Polskich - FODZ Centrum Synagoga, Zamość 2014 r.
6. Obrazy zapamiętane - Lato w krainie fiordów - malarstwo, fotografia, Marek Sołowiej - Galeria fotografii - Ratusz, 2015 r.

wtorek, 19 maja 2015 roku
Maj w zamojskiej Galerii Fotografii Ratusz rozpoczął się od otwarcia wystawy fotografii Krzysztofa Pacholaka pt. Tranzyt.
Krzysztof Pacholak gościł już jakiś czas temu ze swoją indywidualną wystawą w Zamościu. W 2011 roku mogliśmy w Zamojskim Domu Kultury oglądać wystawę Don’t live alone. Tym razem autor zaprezentował zgoła odmienny projekt. Tranzyt nawiązuje do teorii nie-miejsc francuskiego antropologa Marca Augé. Miejsc, które mijamy, przez które się przemieszczamy. Miejsc, których przez chwilę stajemy się częścią, ale tak naprawdę ich nie dostrzegamy. Nie angażujemy się w nie uczuciowo, nie wiążemy z nimi żadnych emocji… ale czy aby na pewno? Takie pytanie o nie-miejsca zdaje się zadawać młody artysta. Choć oglądając wystawę można by powiedzieć, że autor nie tylko to pytanie zadaje, ale wręcz odpowiada na nie – i to odpowiada stanowczo. Krzysztof Pacholak sfotografował swoje nie-miejsca ponieważ (jak powiedział podczas otwarcia) nie tylko nie są dla niego bez znaczenia, ale – jakby na przekór teorii  Marca Augé – one go wręcz urzekają.
Mnie urzekają jego fotografie.
Z pozoru zwykłe, niektórzy powiedzą nudne, banalne i obojętne emocjonalnie miejsca. Jednakże niezwykle na zdjęciach Krzysztofa Pacholaka nostalgiczne. Fotograf nie tylko naświetla materiał tymi miejscami, on je wręcz prześwietla, eksploruje. Dostrzega to, czego większość osób nigdy nie zauważy. Zachwycają go wszelkie możliwe linie, nie ogranicza się tylko do tych najbardziej oczywistych, prostych i dynamicznych. Choć i te oczywiście znajdziemy – ale obok ogromnej ilości krzywych i łuków.
Wyjątkowo intrygujący jest fakt, że tytułowy tranzyt w sposób dosłowny na fotografiach Krzysztofa się nie odbywa. Nie dostrzegamy go fizycznie, ale mimo to jest na tych zdjęciach odczuwalny, obecny.
Wszystko to odbywa się na wysokim poziomie estetycznym. Skrupulatnie zaplanowane kadry i nienaganna kompozycja stanowią naprawdę bardzo przyjemny wizualnie materiał. Dla osób, które miały przyjemność poznać prace tego autora nie jest to zaskoczenie. Wszystkie poprzednie projekty Krzysztofa się tym cechują z moimi ulubionymi i bliskimi mi Unfinished Country, Winter i School na czele.
Szczerze polecam wizytę w Galerii Ratusz i na stronie artysty – warto!

Wojciech Kapuściński
piątek, 24 kwietnia 2015 roku
1 maja o godzinie 17:00 w zamojskiej Galerii Fotografii Ratusz odbędzie się wernisaż wystawy Krzysztofa Pacholaka pt. Tranzyt.

* * *

TRANZYT
Współczesny krajobraz miejski podlega nieustannym zmianom. Najnowsze i najwidoczniejsze z nich to trasy szybkiego ruchu, autostrady i obwodnice. To one w największym stopniu zmieniają wygląd Warszawy. Po latach, nareszcie połączono stolicę Polski z siecią europejskich autostrad.
Powstały nowe węzły komunikacyjne. Wiadukty, estakady, serpentyny, zjazdy i wjazdy. Warszawiacy na nowo uczą się poruszać po mieście. Oswajają się z tym, że do Gdańska jedzie się teraz cztery i pół godziny, a do Berlina pięć godzin.
Te nie-miejsca są wyjątkowo atrakcyjne dla fotografa. Surowe, betonowe i monumentalne konstrukcje, wybudowane według zasad znanych na całym świecie. Sterylne, anonimowe, nieprzyjazne dla kogoś, kto nie ma samochodu. Brutalnie zmieniają wszystko wokół.
Fascynują.


piątek, 27 marca 2015 roku
Zanim nadeszła wiosna, na kilka godzin po spektakularnym zaćmieniu słońca Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne dzięki uprzejmości Fundacji Archeologia Fotografii otworzyło w galerii Ratusz wystawę Tadeusza Sumińskiego pt. Industrial.
Prezentowany zbiór pochodzi z lat 62-66 i przedstawia głównie fabryki i zakłady produkujące m.in. tytoń, paliwa, związki azotowe, zegarki czy choćby maszyny włókiennicze i elektryczne. Powyższa kolejność jest zupełnie przypadkowa. Co prawda, zamojska ekspozycja, której kuratorką jest Marta Przybyło-Ibadullajev składa się przede wszystkim właśnie z tych miejsc, to po pierwsze nie wymieniłem wszystkich zaprezentowanych w Ratuszu lokalizacji, a po drugie – poza skrupulatną systematyką charakterystyczną i oczywistą dla pracy fundacji – te dane, choć ważne i ciekawe, nie są przecież najważniejsze.
Sumiński, znany chyba znacznie bardziej jako pejzażysta, zdradza na pokazywanych Zamościu zdjęciach niezwykłe zainteresowanie liniami, bryłami czy ogólnie geometrią. Symetrii co prawda w Ratuszu jak na lekarstwo, jednakże bardzo wiele mamy ciekawego prowadzenia linii, vide rury, zbiorniki czy choćby elementy wielkich maszyn elektrycznych i wnętrze młyna w Szymanowie. Szczególnie imponujące i intrygujące są w mojej ocenie fotografie z Raciborskiej Fabryki Kotłów.
Inną, bardzo charakterystyczną cechą industrialnych fotografii Sumińskiego są faktury, wzory czy powtórzenia – choć nie zawsze rytmiczne i pokładane. Zupełnie bez znaczenia dla fotografa było to, czy w zakładach tytoniowych patrzy na ułożone, rozsypane czy pozamykane w paczki papierosy. Czy są to leżące równo worki tytoniu, czy może metalowe wióry lub rozsypane części zegarków w zakładach mechaniczno-precyzyjnych. Zdaje się, że autor w takich sytuacjach nie mógł się po prostu oprzeć i, niczym w sidłach nałogu, musiał nacisnąć spust migawki… na szczęście!
Na szczęście – ponieważ Taduesz Sumiński dzięki temu zostawił po sobie ogromne archiwum pełne m.in. takich pięknych fotografii. Fotografii, które starszemu pokoleniu (a dodatkowo, nie interesującemu się fotografią) mogą kojarzyć się z polską kroniką filmową i propagandą grubymi nićmi szytą to jednak estetycznie i formalnie fotografii bardzo dobrych. Fotografii, które – tak  jak autora – trzeba znać.

Wojciech Kapuściński

środa, 11 marca 2015 roku
Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne oraz Fundacja Archeologia Fotografii zapraszają na otwarcie wystawy fotografii Tadeusza Sumińskiego pt. Industrial.

Wernisaż odbędzie się w piątek 20 marca o godzinie 16:00 w Galerii Fotografii Ratusz w Zamościu przy ulicy Rynek Wielki 13.


Prezentowane na wystawie zdjęcia, pokazują mało znaną cześć dorobku wybitnego pejzażysty Tadeusza Sumińskiego (1924-2009), którego archiwum opracowuje Fundacja Archeologia Fotografii. Fotografie pochodzą z lat 1962-1964, kiedy Sumiński pracował jako etatowy fotograf w „La Revue Polonaise”, francuskojęzycznej wersji miesięcznika „Polska”, w której przemysł był jednym z wiodących tematów przez cały okres funkcjonowania pisma. Materiał, zawierający wybór fotografii z kilku zakładów przemysłowych, jest nie tylko interesującym dokumentem, ale przede wszystkim przykładem  poszukiwań  formalnych Sumińskiego. Fotografie pochodzą m.in. z Zakładów tytoniowych w Czyżynach w Krakowie, Fabryki Zegarków w Błoniach i  Młyna w Szymanowie.
Wystawie towarzyszy fotograficzna książka Industrial,  prezentująca wybór ok. 60 fotografii przemysłowych Sumińskiego wraz z tekstami Wojciecha Wilczyka i Marty Przybyło-Ibadullajev. Książka wydana wiosną 2014 roku przez  Fundację Archeologia Fotografii,  dostępna jest w wersji polsko-angielskiej.

www.archeologiafotografii.pl


Digitalizacja archiwum Tadeusza Sumińskiego dofinansowana jest przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


* * *

Tadeusz Sumiński (1924-2009)
Urodził się w Badurkach w powiecie płockim, w rodzinie ziemiańskiej, jako piąte, najmłodsze  dziecko Ludomira Sumińskiego i Zofii z Tarnowskich Sumińskiej.     
Uczył się w szkole powszechnej w Płocku, później w państwowym gimnazjum im. Stanisława Małachowskiego w tym samym mieście. Po wybuchu wojny, w 1941 roku, został wraz z matką  wysiedlony, później zamieszkał z nią w majątku Przybysławice w województwie kieleckim.
Od 1943 roku Sumiński przeniósł się do Warszawy, gdzie dostał się do baonu ”Zośka” (II pluton „Felek", 2. kompania „Rudy") i walczył w powstaniu warszawskim. Pod pseudonimem „Leszczyc” (nazwa herbu rodowego Sumińskich) uczestniczył m.in. w walkach na Woli, Starym Mieście, w atakach na Gęsiówkę. Nawet po upływie wielu lat autor niezmiennie określał przeżycia wojenne jako najważniejsze doświadczenie w swoim życiu.
Po wojnie Sumiński kształcił się w liceum dla dorosłych (matura w 1946 roku), a następnie studiował w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. W trakcie studiów został młodszym asystentem przy Katedrze Ekonomiki Obrotu Towarowego (prof. Leon Koźmiński). W styczniu 1949 roku, jak wielu innych członków „Zośki”, został aresztowany i spędził sześć miesięcy w więzieniu. Po wyjściu dokończył studia (magisterium w 1952 roku), ale stracił asystenturę na uczelni. Pracował w tym okresie w Spółdzielczym Instytucie Naukowym, później zaś w Instytucie Handlu Wewnętrznego, skąd został ostatecznie zwolniony (1953). Wskutek represji uniemożliwiono Sumińskiemu także dalszą pracę naukową, co ostatecznie przyczyniło się do  zmiany przez niego zawodu.
W 1954 roku zaczął pracować jako fotoserwisant w Centralnej Agencji Fotograficznej. Po odejściu z CAF-u zajmował się filmem w wydawnictwie medycznym. Pierwszą ważną pracą fotograficzną dla Sumińskiego była posada w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego, w którym pełnił funkcję fotografa, a później kierownika pracowni fotograficznej. W 1958 roku został przyjęty do Związku Polskich Artystów Fotografików (od 1954 członek-kandydat), gdzie przez wiele lat angażował się w działalność programową tej organizacji. Pod koniec 1961 roku Sumiński zaczął pracować jako etatowy fotograf w miesięczniku „Polska” (La Revue Polonaise), przeznaczonym do dystrybucji w krajach Afryki i Azji (edycja nie wychodziła na polskim rynku). W ramach tej pracy Sumiński fotografował m.in. zakłady przemysłowe, wizyty dyplomatyczne, wystawy sztuki i rzemiosła, tematy związane z rozrywką, wakacjami, pejzaże. W 1963 roku Sumiński został przyjęty do Klubu Fotografii Prasowej. Pracę w „Polsce” zakończył w 1964 roku, choć jego materiały później były jeszcze okazjonalnie drukowane w tym tytule. Od tego czasu pracował jako samodzielny fotograf. W 1963 roku miała miejsce pierwsza indywidualna wystawa Sumińskiego w warszawskiej Kordegardzie. Na przestrzeni lat swoje prace pokazywał wielokrotnie w Polsce oraz w kilku krajach europejskich (m.in. Czechosłowacja, Niemcy). W latach 1950–1990  otrzymał kilkadziesiąt nagród w konkursach fotograficznych w Polsce i za granicą oraz liczne wyróżnienia za działalność na polu popularyzacji fotografii.     
Przez większość życia fotograf był związany z Warszawą, jednak dużo podróżował i wiele z jego fotografii pochodzi m.in. z Włoch, Niemiec, Francji, Mongolii. W Polsce z upodobaniem fotografował Białostocczyznę, Mazury, Suwalszczyznę.
Dość szybko Sumiński zaczął określać siebie jako fotografa krajobrazu i ten temat leżał w centrum jego praktyki fotograficznej. Zainteresowania te znajdują wyraz we wczesnych fotografiach z lat 50., ale dopiero w drugiej połowie lat 60., w związku z samodzielną pracą fotograficzną, zaczynają dominować wśród innych tematów. Znanym cyklem zdjęć fotografa jest m.in. Niebo w krajobrazie, prezentowane w formie wystawy w różnych miastach w Polsce. Jednym z ważnych zleceń zarobkowych Sumińskiego, związanym z tematem krajobrazu, były pocztówki.   
Sumiński odwoływał się w swojej postawie estetycznej do stylistyki bułhakowskiej, aczkolwiek  zdawał sobie sprawę z ograniczeń związanych z takim podejściem. Jak sam po latach określał swoje stanowisko: „Za najwyższą wartość w fotografii uważam jej dokumentalność, ale nie potrafię pozbyć się chęci estetyzowania”. Śladem tego zmagania czy odchodzenia od tradycyjnej estetyki są chociażby dwie wystawy wynikające z bardziej konceptualnych założeń: „Anatomia Krajobrazu” w Małej Galerii ZPAF  w Warszawie z 1985 roku, czy też jedna z ostatnich wystaw „Kolor czy czarno-białe” (Warszawa, Kazimierz Dolny, Nordenhamn, 2005).
Sumiński był redaktorem wielokrotnie wznawianych Pamiętników Żołnierzy Baonu Zośka. Jego wspomnień z tego okresu można także wysłuchać w zbiorach historii mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.

sobota, 7 marca 2015 roku
Od ponad miesiąca w Galerii Fotografii Ratusz w Zamościu prezentowana jest wystawa Michała Łuczaka pt. Brutal – retrospekcja. Czasu aby ją zobaczyć w Zamościu pozostało coraz mniej, choć myślę, że wszyscy miłośnicy fotografii odwiedzili już w tym celu Ratusz. Szczęśliwi ci, którzy mają blisko i mogli to zrobić kilka razy – a naprawdę warto.
Nikogo, kto interesuje się fotografią nie trzeba do tego namawiać. Myślę, że nikogo, kto interesuje się architekturą także. Ludzie interesujący się współczesną polską sztuką także znają nazwisko Michała Łuczaka. Jednym słowem, dzięki uprzejmości autora, Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne po raz kolejny rozpoczyna rok wystawienniczy z wysokiego C!
Wystawa to tylko jedna składowa opowieści Łuczaka. Kolejną jest książka, która w 2013 roku otrzymała nagrodę dla Najlepszej Publikacji Fotograficznej Roku w kategorii selfpublishing (nic więc dziwnego, że się wyprzedała).
Brutal – retrospekcja to bardzo osobisty projekt, w którym autor opowiada o dworcu często bez użycia samego dworca. I choć jest on widoczny na każdej klatce to nierzadko stanowi jedynie tło lub kontekst. Brutalna, zimna i surowa sceneria mogłaby być scenografią dobrego thrillera. Rozległe przejścia, chodniki i schody przez cały czas prowadzą nas do – i przez – wnętrza budynku. Z jednej strony, mijamy stertę śmieci, a z drugiej większość miejsc jest posprzątana. Jesteśmy prowadzeni przez (przynajmniej z pozoru) bardzo niebezpieczne rejony, jednakże dostrzegamy też monitoring i (o dziwo – w tych wielkich betonowych płytach) drzwi wejściowe do biur! Jakby dwa niemal przeciwległe światy żyły tu w najlepszej symbiozie. Te symboliczne przejścia to równocześnie dosłowny tranzyt – nie tylko dla podróżujących, ale także dla mieszkańców przechodzących przez dworzec z jednej części miasta do drugiej.
Takich, lub podobnych, kontrastów jest w tym projekcie więcej. Zdjęcia zostały wykonane aparatem wielkoformatowym. Oczekujemy zatem technicznego ideału i powalającej wielości szczegółów. Dostajemy natomiast część zaświetlonych, nieczytelnych fotografii. Te „niedoskonałości” pojawiają się w konkretnych pracach, a przede wszystkim zostały ułożone w konkretnym miejscu i ich symbolika jest dla widza jasna.
Pozornie zacofany, trącący myszką i daleki od współczesnych standardów budynek był w istocie perfekcyjnie zaplanowany i na czasy, w których powstał bardzo funkcjonalny.
Portrety, również stanowią bardzo istotną część ekspozycji. Michał Łuczak sfotografował ludzi, którzy na pierwszy rzut oka nie powinni budzić sympatii. Nic bardziej mylnego – nie sposób oderwać od nich oczu. Zarówno ci w książce, jak i ci na wystawie, intrygują i zaciekawiają, ale przede wszystkim nie wzbudzają żadnych negatywnych odczuć. Przeciwnie, zdają się być sympatyczni i interesujący, a dziewczyna z kolczykami jest na dodatek piękna.
Brutal. Pełen kontrastów od początku do końca. Brzydki i straszny, ale zarazem piękny i intrygujący. Jak piękne i intrygujące są fotografie i historia Michała Łuczaka.
 
tekst i zdjęcia: Wojciech Kapuściński

Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne
już od ponad 55-ciu lat działa na rzecz kultury.
Od 2013 roku jest organizacją pożytku publicznego.

Przekazując nam 1% swojego podatku, pomagasz rozkręcać lokalną kulturę.

KRS 0000076428

75 1240 2816 1111 0010 4467 4192

Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne
ul. Wyszyńskiego 28 a,
22-400 Zamość

NIP 922-243-27-33
Regon 950434444