Jaki kryzys?
środa, 6 lipca 2016 roku
Powoli dobiega końca 14 edycja krakowskiego festiwalu Miesiąc Fotografii.
Wzorem lat ubiegłych, w weekend otwarcia, nie mogło w Krakowie zabraknąć reprezentacji ZTF-u. Ekipa rozszerzona o kolejnego żądnego fotograficznych doznań człowieka w sobotnie przedpołudnie zameldowała się na miejscu.
Niestety nie bez przygód, ale te mam nadzieje są już za nami, rozpoczęliśmy wędrówkę po głównych punktach programu od wizyty w festiwalowym centrum. Znajome twarze oraz interesujące stoisko z książkami od razu nas przyciągnęły i do końca pobytu w Krakowie meldowaliśmy się tam kilka razy. Ostatecznie wychodząc z dużo cięższymi plecakami i znacznie chudszymi portfelami.
Zwiedzanie wystaw rozpoczęliśmy od Depozytu Yanna Mingarda oraz ekspozycji zatytułowanej Świeże spojrzenie. Nowe formy narracji wizualnej. Ta ostatnia składa się z kilku projektów fotograficznych zaprezentowanych w sposób daleki od tradycyjnej wystawy fotograficznej - niczego innego się jednak nie spodziewaliśmy. Wiedzieliśmy przecież, że nic nie będzie podane wprost, jak na tacy i od razu dostaliśmy z grubej rury. Miejsce tyleż trudne co intrygujące.
Depozyt, w mojej ocenie, jeszcze lepszy. Bardziej fotograficzny, choć oczywiście znowu nie dosłownie i nie wyłącznie. Dokument o bioetyce, przechowywaniu materiałów genetycznych, ukazujący w usystematyzowany, skatalogowany sposób to, czego zwykły człowiek na co dzień zobaczyć nie może. Pobudzający do refleksji i zadania sobie pytania m.in. o granice ludzkiej ingerencji i władzy.
Według mnie to jedna z najlepszych festiwalowych ekspozycji.
Następnie przyszedł czas na MOCAK.
Ekspozycja Anety Grzeszykowskiej składa się z prac znanych już wcześniej, a pochodzących choćby z Love Book, Negative Book czy Selfie. Autorka dotyka ciała ludzkiego, a dokładniej jego kryzysu - pozorności, nietrwałości czy nawet śmiertelności. Mocna i dobra wystawa - tylko mam wrażenie, że zbyt mała i zbyt krótka. Szczęśliwie, towarzyszy jej projekcja video Negative Process, która jest wyjaśnieniem intrygujących fotografii z książki Negative Book.
Wystawa zatytułowana Czy zaśpiewają niczym krople deszczu, czy nie ugaszą mojego pragnienia autorstwa Maxa Pinckersa opowiada o miłości i małżeństwie. Książę na białym koniu, tandetne studio fotograficzne, bryczki czy papużki nierozłączki - fotografie przedstawiają momenty zainscenizowane i naturalne - kiczowate piękno, piękny kicz. Dla mnie ta sytuacja to arcyciekawa interpretacja kryzysu.
W dalszej drodze instalacja Sputnika, której nazwa Stan Zero idealnie oddaje punkt wyjścia do prezentacji projektu. "Trailer trailera" - rozdrażnia i zostawia... cóż, czekam dalej.
Wreszcie Paul Graham i Nowa Europa. Miał to być oczywiście jeden z najważniejszych punktów programu.
Wystawa w Starmachu to fotografie z wielu podróży po zachodnioeuropejskich krajach. Powstałe pod koniec ubiegłego wieku ukazują sytuację starego kontynentu w bardzo specyficznym momencie. Okazuje się, że dzisiaj te zdjęcia są równie aktualne - może równie aktualne co wtedy. Świetne, ale chciałoby się więcej. Dla mnie (być może mając w pamięci ubiegłoroczne wnętrze tejże galerii wypełnione Koudelką) za mało.
Sobotni wieczór to prezentacja ShowOff-owych projektów. Znakomicie przygotowane i zaprezentowane - należałby się im osobny tekst. Nie mogę jednak nie napisać, że największe wrażenie zrobiły na mnie Ślady Weroniki Gęsickiej, Znikające jeziora Krzysztofa Raconia oraz Olimpias Diary Kacpra Szaleckiego. Całość natomiast naprawdę dobra.
Niedzielne przedpołudnie tradycyjnie spędzamy w Muzeum przy placu Szczepańskim. Po pierwsze jest tam bardzo fajna księgarnia, ponadto zaglądamy (tym razem już tylko pobieżnie) do Szuflady Szymborskiej, a po trzecie, mamy zazwyczaj szczęście do ekspozycji. Tym razem była to wystawa pt. "Niech żyje sztuka! Kolekcja Feliksa Jasieńskiego. Od Japonii do Europy. Rzeczy piękne i użyteczne", na której podziwiać można dzieła z kolekcji tego słynnego krakowskiego kolekcjonera i mecenasa sztuki, a przede wszystkim przyjaciela artystów – a co dla mnie najistotniejsze - mistrzów Młodej Polski.
Znakomita wystawa, na której m.in. stanąć można "oko w oko" z Wyspiańskim, Malczewskim czy Wyczółkowskim. Zdecydowanie obowiązkowo!
Wracając do MFK. Przedostatnim punktem podczas naszego pobytu miała być pokazywana w galerii ZPAF wystawa laureatki Nagrody Griffin Art Space – Lubicz 2015 Wiktorii Wojciechowskiej, pt. Sparks.
Portrety ludzi, często bardzo młodych sfotografowanych po wielu miesiącach pobytu na froncie, to nie tylko portrety żołnierzy, to portret wojny. Z zaprezentowanych fotografii ból i cierpienie wylewają się tak mocno, że stajemy twarzą w twarz nie tylko z ludźmi, ale również z ich dramatem i traumą. Czujemy to tak mocno, że niemal możemy tego dotknąć. Cała ekspozycja, której bazą są ww. portrety robi piorunujące wrażenie. Jedna z ważniejszych rzeczy na festiwalu, choć spoza programu głównego.
Na koniec pozostał Bunkier Sztuki i Inżynieria obrazu – (Re)aktywacja fotografii. Od początku wiadomo było, że będzie to nie lada wyzwanie. Znajdziemy tam trzy wielowymiarowe, wielowątkowe projekty. Fotografie, instalacje, performance, archiwa, mass media. Nawiązania do historii i współczesności, aspektów politycznych, geograficznych, ekonomicznych wreszcie podkreślenie znaczenia konsumpcji i komunikacji, a przede wszystkim roli obrazów w tych procesach. Informacje jakie niosą oraz funkcje jakie pełnią w zależności od kontekstu i zastosowania. Najtrudniejsza i najbardziej wymagająca część wszystkiego co zobaczyliśmy.
Ale kto powiedział, że musi i że będzie lekko? My lubimy wyzwania, a zatem do zobaczenia za rok!

Wojciech Kapuściński

Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne
już od ponad 55-ciu lat działa na rzecz kultury.
Od 2013 roku jest organizacją pożytku publicznego.

Przekazując nam 1% swojego podatku, pomagasz rozkręcać lokalną kulturę.

KRS 0000076428

75 1240 2816 1111 0010 4467 4192

Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne
ul. Wyszyńskiego 28 a,
22-400 Zamość

NIP 922-243-27-33
Regon 950434444